Czy pytanie o radę ma sens?

Pytasz czasem kogoś o radę?
Pytasz: Co zrobiłabyś na moim miejscu?
Czy może mówisz komuś: Na twoim miejscu przeprosiłabym go.
Albo:  Radzę ci założyć firmę i zarobić milion dolarów.

Czy naprawdę myślisz, że ktokolwiek poza tobą wie co jest dla ciebie dobre?

Czy naprawdę wierzysz w to, że wiesz, co jest dobre dla drugiej osoby, co ona powinna zrobić? :)

Czy myślisz, że będąc rodzicem wiesz co jest „dobre” dla twojego dziecka? Wiesz? Czy na pewno? Potrafisz wejść w głowę dziecka, poczuć jego emocje, zobaczyć, czego ono naprawdę pragnie?

Czy twoi rodzice dawali ci rady? (Może robią to do dziś….. :) ) Czy mówili ci co masz zrobić? I co o tym sądzisz? Czy to co ci mówili było spójne z tym, czego ty chciałaś? Dobrze się z tym czułaś, gdy mówili masz chodzić do szkoły i odrabiać lekcje. Albo: posprzątaj pokój i zjedz obiad. I to już!   Dobrze się z tym czułaś?

Pytanie o radę, czy pytanie o wiedzę

A co by było, gdyby zamiast pytać o radę, posłuchać swoich emocji? Zastanowić się, czego chcesz, co chcesz zrobić i jak się z tym czujesz?

Co by było, gdyby zamiast dawać komuś radę, zadać mu kilka pytań, aby to on uświadomił sobie, czego naprawdę pragnie i jak się z tym czuje?

Co by było, jakby „rady” innych potraktować jako źródło wiedzy? Tylko źródło wiedzy i jedną z alternatyw?
A jeśli radę daje mądra osoba, autorytet, ksiądz, lekarz, czy prezydent?
Czy myślisz, że on wie, co jest dla ciebie dobre? Zna twoje myśli, pragnienia i emocje?

Zastanawiałaś się może, dlaczego tak wiele osób kocha chodzić rano do pracy? ;) Dlaczego prawie każdy uwielbia swojego szefa?

Może warto słuchać siebie? Czy to ma jakiś związek z intuicją?

Czy w życiu są przewodnicy, czy drogowskazy?

Dodaj odpowiedź